Reklama

Kto nie posłuchał Austriaków? Dziś ostrzega przed skutkami także własnych decyzji.

Robert Kotecki
31/03/2026 16:46

Wywiad, który pojawił się ostatnio w przestrzeni medialnej (Wirtualna Polska), stawia mocną tezę: Apartamentowce mogą w przyszłości stać się problemem dla kurortów. Tyle że w tej opowieści brakuje jednego elementu – odpowiedzi na pytanie, kto przez lata budował model, który dziś jest krytykowany.

Wspomniany wywiad przywołuje ostrzeżenia sprzed lat. Inwestujący w Szklarskiej Porębie Austriacy – jak czytamy – mieli mówić jasno: Nadmiar apartamentów, rozdrobniona własność i krótkoterminowy najem to prosta droga do problemów z zarządzaniem i degradacją części zabudowy. Dziś te argumenty wracają z pełną mocą.

Tylko, że pojawia się pytanie zasadnicze: kto wtedy tych ostrzeżeń nie posłuchał?

Bo przecież ten model nie pojawił się w Szklarskiej Porębie sam z siebie. Nie jest efektem „rynku, który się wymknął spod kontroli”. To konsekwencja konkretnych decyzji planistycznych – zapisów w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, dopuszczania funkcji apartamentowej w miejsce hotelowej, wydawania warunków zabudowy w określonym kierunku.

Reklama

(przekierowanie do artykułu po kliknięciu w grafikę)

Nie trzeba daleko szukać, żeby wskazać, kto te decyzje współkształtował.

I tu zaczyna się ciekawsza część tej historii. Bo mamy do czynienia z sytuacją, w której współautor procesu staje się dziś jego recenzentem. Czyli :  Najpierw otwieramy drzwi, a po latach z powagą ostrzegamy, że ktoś może przez nie wejść.

Nie chodzi o personalne rozliczenia, tylko o elementarną uczciwość opisu rzeczywistości. Jeśli przez lata budowano określony model rozwoju miasta, to trudno dziś przedstawiać się wyłącznie w roli tego, który go diagnozuje z dystansu.

Reklama

Co więcej – część problemów, o których dziś się mówi, była do przewidzenia. Przykłady z Alp nie są żadną nowością. Mechanizm condo, rozproszona własność, trudności w zarządzaniu – to wszystko było znane. Pytanie nie brzmi więc „czy ktoś ostrzegał”, tylko „dlaczego ktoś uznał, że te ostrzeżenia można zignorować”.

To jednak nie zmienia faktu, że problem jest realny.

Miasto dziś mierzy się z konsekwencjami: infrastruktura jest obciążana jak w turystyce masowej, wpływy podatkowe pozostają nieadekwatne do skali zjawiska, a rynek najmu krótkoterminowego funkcjonuje w dużej mierze poza skuteczną kontrolą. Do tego dochodzi rozdrobniona własność, która w dłuższej perspektywie może utrudniać zarządzanie całymi obiektami.

Reklama

I tu kończy się publicystyka, a zaczyna odpowiedzialność.

Bo łatwo jest dziś mówić o „slumsach przyszłości”. Trudniej powiedzieć, jakie konkretnie narzędzia wprowadzimy, żeby do tego scenariusza nie dopuścić. Jeszcze trudniej przyznać, że część obecnych problemów to efekt decyzji, które przez lata były uznawane za korzystne i rozwojowe.

Dlatego zamiast samego ostrzegania warto postawić sprawę jasno: nie negujemy zagrożeń, ale nie udajemy też, że pojawiły się nagle i nie wiadomo skąd. To konsekwencja polityki miasta przestrzennej prowadzonej przez lata.

Reklama

A skoro tak – to dziś nie wystarczy opowiadać, co może się wydarzyć. Trzeba wreszcie zdecydować, co z tym zrobimy.

Kto nie posłuchał Austriaków? Dziś ostrzega przed skutkami także własnych decyzji.

                                                                                                                                 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/03/2026 20:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama